CHRZEŚCIJAŃSKIE PRZESŁANIE HOBBITA
W książce "Podróż Bilba" Joseph Pearce nie ukrywa, że interesuje go przede wszystkim chrześcijańskie przesłanie "Hobbita", bo choć to o "Władcy Pierścieni" Tolkien powiedział, że jest to "dzieło zasadniczo katolickie" to nie ulega wątpliwości, że tymi samymi słowami możnaby opisać wydaną niemal dwadzieścia lat wcześniej "baśń dla dzieci". Stojąca nieco w cieniu monumentalnej trylogii, zdaje się jednak emanować tym samym światłem, co jej młodsza książkowa siostra. Joseph Pearce dostrzega w niej opowieść pielgrzyma ku łasce i dorastaniu w najistotniejszym sensie tego słowa, czyli zdobywaniu mądrości i szlachetności.
"Tolkien ilustruje w niej bezcenną prawdę, że każdy z nas staje się człowiekiem mądrym tylko wtedy, kiedy zda sobie sprawę, że jest pielgrzymem na zmierzającej do celu drodze życia", napisał w swej książce Joseph Pearce. Sugeruje on również, że podobnie jak "Władca Pierścieni", sugestywnie przedstawia ona działanie Boskiej Opatrzności, by stać się komentarzem do słów Chrystusa: "gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje" (Mt 6,21).
Bilbo idzie do Samotnej Góry, Frodo do Góry Przeznaczenia, a w ich wędrówce odbija się każdy człowiek, bo jak pisał Tolkien w słynnym studium "O baśniach": "baśni (...) można użyć jako Mirour de l'Omme, czyli zwierciadło politowania - odbijające człowieka". Równocześnie słowom tym wtóruje inny wielki pisarz G.K.Chesterton, który pisze, że "im bardziej konsekwentnie będziemy patrzeć na życie jak na bajkę, tym wyraźniej dostrzeżemy, że jest to bajka o walce ze smokiem, który pustoszy baśniową krainę".
Bo co ciekawe smok i jego choroba nie tylko mieszkają pod niedostępną górą, ale również chowają się w Shire, w hobbickim mikroświecie, w wygodzie i braku poświęcenia dla innych. Współcześnie nazwalibyśmy to "strefą komfortu", która wydaje się być nie mniej zabójcza dla nas samych jak zaraza materializmu, bo bardzo często wynika z nagromadzonej we wnętrzu człowieka pychy. Dopiero pielgrzymka do Samotnej Góry i droga cierpienia, może nas z tego uleczyć, oddalić od naszych dusz jej śmiercionośne skutki, tak jak stało się to z niepozornym Bilbem. Ten hobbit przypomina nieco tych, dla których "przekroczenie progu" to groźba, bo wiąże się ona z wszelkimi niewygodami: wzięciem krzyża i podążeniem ścieżką najwyższego poświęcenia. Gdy jednak stoczymy "walkę ze smokiem", duchową batalię pokory z pychą, to jak bohater "Hobbita" będziemy mogli w ciemności gadziej jaskini nie zleknąć się, tylko mocą Tego, który stoi za plecami powiedzieć niczym Bilbo: "Jestem" i z Nim faktycznie być.
"W "Hobbicie" wciąż przenika się działanie Opatrzności i wolnej woli, co ukazuje dynamiczne oddziaływanie obu cnót i buduje fabułę utworu", stwierdza dalej Pearce, rozkładając na czynniki pierwsze zjawisko "szczęśliwego trafu" czy "zbiegów okoliczności". "Dzieje Śródziemia mają swój nadprzyrodzony wymiar, w którym, jak pokazuje Tolkien, istnieje mistyczna równowaga między przebłyskami łaski i diabelskimi pokusami a tym, jak reaguje na nie nasza wolna wola. Ten mistyczny związek postrzegamy jako interwencje nadprzyrodzonej Opatrzności, będącej czymś o wiele więcej niż szczęśliwym trafem lub przypadkiem. Chrześcijanin tak właśnie rozumie życie", konkluduje.
Cieszę się z możliwości przeczytania książki Josepha Pearce'a, bo stała się ona kolejnym przyczynkiem do tego, bym - kolejny już raz - "Hobbita" potraktowała jak odnalezioną na czytelniczej drodze perłę. Długo mi zajęło by ją faktycznie docenić. Obecnie nie wyobrażam sobie by było inaczej. Czytajcie a znajdziecie!











Komentarze
Prześlij komentarz