O Nibylandii w Śródziemiu, czyli czym zainspirował J.R.R.Tolkiena pisarz i dramaturg J.M.Barrie

Dzięki książkom z serii Historia Śródziemia, powstałej za sprawą Christophera Tolkiena, mamy wgląd w ogrom pracy twórczej jaką wykonał jego ojciec podczas (wtór)stwarzania legendarium. Co zaskakuje, jest tutaj wymienionych kilka koncepcji od początku nigdy nie zmienionych, które stanowią wspaniały dowód na to, że niektóre pozostały potężnymi źródłami i obrazami - może tym bardziej potężnymi, że nigdy nie zostały przerobione, a może nigdy nie zostały przerobione, bo były tak potężne (!). Pisarska natura J.R.R. Tolkiena była jednak zupełnie inna. Profesor skory do przerabiania, poprawiania, ciągłej reedycji własnych tekstów, rzadko kiedy był wierny założeniom od początku do końca. Tym sposobem wiele wątków z legendarium zostało zmienionych lub usuniętych na przestrzeni lat. Tak też rzecz miała się z motywem, o którym warto napisać nieco więcej...


Olórë Mallë, czyli Ścieżka Snów to wyjątkowo tajemniczy pomysł, o którym możemy przeczytać między wierszami w dwóch pierwszych tomach Historii Śródziemia, czyli pierwszej i drugiej części "Księgi Zaginionych Opowieści". 

"...w Valinorze nad srebrnym morzem rozciągały się piękne ogrody. Było z nich blisko do granic królestwa i Kôru, jednak słoneczne drzewo Lindelos rosło w takim oddaleniu, że w ogrodach panował półzmierzch letniego wieczora, niekiedy rozpraszany światłem srebrnych lamp zapalanych na wzgórzu. Na ścieżkach tańczyły i drżały białe światełka, ścigając pod drzewami czarne cętki cienia. Był to dla dzieci czas radości, gdyż głównie o tej porze nowy towarzysz schodził do nich Olórë Mallë, czyli Ścieżką Snów. Słyszałam, choć prawda jest mi nieznana, że wiodła ona kręto aż do siedzib człowieczych, sami jednak nigdy nią nie wędrowaliśmy. Biegła pomiędzy wysokimi skarpami i wśród bujnych żywopłotów, zza których wyłaniały się liczne strzeliste drzewa żyjące, zda się, bezustannym szeptem, i nierzadko duże świetliki mrugały na jej trawiastych pobrzeżach"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.1

Historia Drogi Snów pojawia się po opisie ukrycia Valinoru w pierwszej części KZO. Na prośbę Manwego Valarowie Oromë i Lórien utworzyli tajemne ścieżki z Wielkich Krain do Valinoru, a Lórien wytyczył Olórë Mallë, czyli Drogę/Ścieżkę Snów. Niedawno zbudzeni na ziemi ludzie, czyli "potomkowie praojców człowieczych", wchodzili tamtędy poprzez sny do Valinoru.

"Lórien z subtelnej magii uplótł niewidzialny szlak, który biegł kręto ze wschodnich krain i rozległych pustkowi świata aż do murów Kôru, omijał Dworek Dzieci Ziemi i stamtąd "alejką szepczących wiązów" schodził aż do morza.
Szlak ów biegł także ponad ponurymi morzami i cieśninami, gdzie przerzucono smukłe lekkie mosty wsparte na samym powietrzu, lśniące szarawo, jakby uczynione z mgiełki prześwietlonej nikłą poświatą księżyca lub z perłowych oparów, lecz poza Valarami i elfami nikt nie może ich zobaczyć, człowiek zaś widuje je tylko w słodkich snach, póki serce ma młode. Droga ta jest najdłuższa ze wszystkich i niewielu przebyło ją od początku do końca, gdyż wiedzie przez wiele krain i mija liczne urzekające miejsca, zbliżając się do Elfinesse, a przyjazna jest dla stóp i nie trudzi wędrowca.
Taka właśnie (rzekła Vairë) była i jest nadal Olórë Mallë, Ścieżka Snów"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.1

W drugiej części KZO znajdujemy jeszcze dwie wzmianki:
  • narratorka Opowieści o Tinúviel (dziewczynka z Mar Vanwa Tyaliéva) mówi, że na własne oczy widziała Tinúviel i swoją matkę podczas podróży Ścieżką Snów w dniach dawno minionych:
"Czyż nie widziałam raz na własne oczy Gwendelingi i Tinúviel
wędrujących Drogą Snów za dawno minionych dni?"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.2
  • zaś narrator Opowieści o Turambarze wspomina, że przemierzył Olórë Mallë w dniach przed upadkiem Gondolinu:
"...lecz teraz opowiem wam prawdziwą i żałośliwą historię,
a znałem ją dużo wcześniej, nim wszedłem na Olórë Mallë
w czasach przed upadkiem Gondolinu"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.2

O autorze powyższych słów Christopher Tolkien snuje również swoje krótkie rozważania. Jest to bowiem dość zagadkowa postać; wygląda na to, że jest człowiekiem (mówi, że „nasz lud" nazywał Turambara Turumartem, „naśladując gnomów"), który mieszkał w Hisilómë po czasach Turambara, lecz przed Gondolinu, i który "wszedł na Olórë Malle", Ścieżkę Snów. Czy jest zatem dzieckiem, jednym z dzieci praojców człowieczych", które „ujrzawszy Kôr, na zawsze związały się z Eldarami"? Pytania pozostają na ten moment bez odpowiedzi.

Na temat Drogi/Ścieżki Snów istnieje też wiersz, zawierający wiele szczegółów znanych z tekstu prozą. Z zapisków wynika, że wiersz powstał w dniach 27-28 kwietnia 1915r. w Oksfordzie przy St John's Street pod numerem 59 (J.R.R.Tolkien miał wówczas 23 lata i mieszkał tam jako student). Jak wiele innych tekstów istnieje w kilku wersjach, przy czym każda różni się nieco od poprzedniej, a zakończenie zostało dwukrotnie napisane na nowo.

„Kiedy jednak wróżkowie opuścili Kôr, ścieżkę [tj. Olórë Mallë, która prowadziła obok Dworku Zabawy Utraconej] zagrodzono nieprzebytym wałem wielkich głazów"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.2

Wnikając w obszerny opis, dotyczący powstania Dworku Zabawy oraz samej Ścieżki Snów, która biegła obok, trzeba wspomnieć o tym, że łącząc się ze światem ludzkim, była dla "dzieci praojców człowieczych" miejscem bezpiecznym i solidnie strzeżonym przez Eldarów. Ci "potajemnie i zazdrośnie strzegli chaty, aby nie spotkało jej jakieś nieszczęście, a dzieci bawiły się tam swobodnie, nieświadome troskliwej opieki. Był to Dworek Dzieci albo Zabawy Śnionej, nie Utraconej, jak błędnie mówią ludzkie pieśni, gdyż wtedy bawiono się tam do woli. Niestety, tutaj jest teraz jedynie Dworek Zabawy Utraconej".

Eldarowie dbali również o to, by bawiące się tam dzieci, nigdy nie zbłądziły do Kôru; "gdyby doń trafiły, rozkochałyby się w tamtejszych wspaniałościach i na zawsze pozostały w Valinorze, ściągając tym wielki ból na rodziców, albo po powrocie tęskniły daremnie, postrzegane jako dziwne i dzikie pośród dzieci człowieczych". Zdarzało się jednak, że nie dopilnowawszy ciekawskich maluchów, niektóre "błądziły tam, zauroczone pięknymi muszlami i kolorowymi rybami, błękitnymi sadzawkami i srebrną pianą, wracały jednak do Dworku, nęcone łagodnym aromatem niezliczonych kwiatów. Kilkoro dzieci usłyszało wszak na plaży echo rzewnej muzyki Solosimpich i te później odmawiały zabawy z innymi, wspinały się do górnych okien i wytężały wzrok, pragnąc ujrzeć nad cienistymi drzewami odległe migotanie morza i magiczne brzegi".

Bawiące się przy chacie dzieci nieczęsto wchodziły do środka. Zwykle bawiły się i tańczyły w ogrodzie, zbierały kwiaty lub uganiały się za złocistymi pszczołami i kolorowymi motylami, wpuszczonymi do ogrodu przez Eldarów. Wśród nich były jednak te, które raz zabłądziwszy do elfich krain "wracały do domu z głową i sercem przepełnionymi zachwytem. Z ich mglistych wspomnień, z nieskładnych opowieści i urywków pieśni wyrosło wiele osobliwych legend, które z dawna niosły radość ludziom i może nadal ich cieszą. I od nich to wywodzą się poeci Wielkich Krain".

Z całości powyższego opisu wynika, iż Tolkien w zamierzeniu ukuł legendę o tym, iż ludzkie dzieci, śniąc, lecz z drugiej strony nie śniąc ani trochę, wchodziły na Drogę Snów, Olórë Malle, która wiodła ich do stworzonej przez wróżków Chaty, w której mogły bawić się i poznawać jej czarowność, przemycając do świata ludzi trochę jej magii. Niektóre o tym zapominały wraz z wiekiem, lecz część, szczególnie te najbardziej oczarowane, tworzyły ze swych mglistych wspomnień opowieści i pieśni, które w legendach powtarzane są wśród ludzi po dziś dzień. Cały ten motyw wydaje się wpisywać idealnie w to, o czym mówił w wykładzie "O Baśniach" Tolkien, sugerując, że aby baśń była prawdziwa, należy ją urealnić i sprowokować stan "dobrowolnego zawieszenia niewiary". Miało się to odbywać właśnie poprzez przenikanie świata baśni z realnym światem, wiązanie go nićmi, które wydają się prowokować umysł do różnych konfiguracji, by zatrzeć granicę między legendą, a prawdą. Śródziemie, o którym Tolkien mówił, że to nasz świat w innym czasie, na długo przed znanym nam z mitologii i historii wyobrażeniem, wydaje się tak samo "baśniowe", jak próba opisania motywu Ścieżki Snów, skąd swą fantazję czerpać miały ludzkie dzieci, które w przyszłości tworzyły czarowne legendy w naszym świecie. Wszystko to wpisuje się w idę "wtór-stwarzania".

"Dzieci są naturalnie zdolne do literackiej wiary pod warunkiem, że narrator jest dość dobry, by ją sprowokować. Ten stan umysłu zwykło się nazywać dobrowolnym zawieszeniem niewiary. Moim zdaniem nie jest to poprawny opis tego, co się rzeczywiście dzieje. Tak naprawdę nadawca opowieści okazuje się owocnym wtór-stwórcą świata, w który może wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko, o czym mówi, jest prawdziwe" w ramach tego świata: jest zgodne z prawami wykreowanej rzeczywistości. A więc wierzysz, dopóki pozostajesz wewnątrz" opowieści. Kiedy pojawia się niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawiodła. Jesteś z powrotem w pierwotnym świecie i spoglądasz z dystansu na ów karłowaty, poroniony wtórny świat. Jeśli zaś czujesz się zobowiązany - z uprzejmości czy z innych względów - by w nim pozostać, wtedy istotnie musisz zawiesić niewiarę (albo ją stłumić), bo inaczej słuchanie i patrzenie stanie się nie do zniesienia. Jednak takie zawieszenie niewiary jest tylko namiastką tego, co prawdziwe, wybiegiem, jaki stosujemy, gdy zniżamy się do zabawy albo udawania, lub kiedy (mniej czy bardziej chętnie) próbujemy odnaleźć jakieś zalety w dziele sztuki, które nas zawiodło"
/ J.R.R.Tolkien "O baśniach"

"Away with the Fairies" Artur Rackham

Opis Olórë Malle oraz Dworku na tym się jednak nie kończy. W pierwszym tomie "Księgi Zaginionych Opowieści", czytamy, że gdy wróżkowie opuścili Kôr, ścieżkę zagrodzono "nieprzebytym wałem wielkich głazów". Od tego czasu Dworek stał pusty, a dzieci przestały chodzić tam "dla odpoczynku i uciechy, smutek wespół z szarością rozlał się po ogrodach, a ludzie niemal przestali wierzyć w piękno Eldarów i wspaniałość Valarów". Przestała istnieć dla dzieci bezpieczna droga prowadząca doń z Wielkich Krain, lecz wymyślono na to nowy sposób:

"...wzięliśmy pod opiekę te dzieci, które ujrzawszy Kôr, na zawsze związały się z Eldarami. Dzięki dobrej magii zbudowaliśmy ten Dworek Zabawy Utraconej; tutaj pieczołowicie przechowujemy i powtarzamy dawne opowieści, pieśni i muzykę elfów. Od czasu do czasu nasze dzieci wyruszają w drogę, aby odnaleźć Wielkie Krainy, i krążą wśród dzieci samotnych, szepczą do nich, leżących w łóżkach, w świetle nocy i o blasku świec lub pocieszają te zapłakane. Po wysłuchaniu skarg ukaranych czy zbesztanych dzieci niektóre podobno wymyślają sposoby, jak je wesprzeć, co uważam za postawę nader szczytną i godną naśladowania"
/ J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści", t.1

I tak kończy się opis motywu Olórë Malle w obu tomach Księgi Zaginionych Opowieści. Temat nie wydaje się wyczerpany jeśli uświadomimy sobie, skąd u Tolkiena w ogóle powstał pomysł na sprowadzenie Ścieżki Snów i Dworku Zabawy Utraconej do Śródziemia. To wyidealizowane środowisko wydaje się przeniesione do rodzącego się legendarium z baśni o "Przygodach Piotrusia Pana". Jak wspomina Holly Ordway w jednym z rozdziałów swej książki "Tolkien's Modern Reading": "nie tylko mamy tu dzieci wiecznie żyjące szczęśliwie z dala od swoich rodzin, ale także detale dotyczące tych dzieci, które opuszczają swoją Nibylandię, by wejść w interakcje ze zwykłymi dziećmi w reszcie świata, tak jak Piotruś z Barriego".

Mabel Lucie Atwell
Chłopiec, który nigdy nie chciał dorosnąć, czyli Piotruś Pan jest bohaterem bardzo dobrze znanym, lecz niestety większość osób kojarzy go z disneyowskiej, łagodnej kreacji. Trzeba zatem zaznaczyć, że Piotruś Pan ze sztuki i książek Barriego nie do końca przypomina wersję rodem z amerykańskiego kina. Historia Barriego, w każdej formie jest niepokojąca, przytłaczająca i opiera się na wszystkim tym, co dobrzy rodzice chcą zaoszczędzić swoim pociechom; motywem przewodnim jest śmierć, a także jednoczesna tęsknota za matkami i - co wyjątkowo brutalne - ich odrzucenie. Sam Piotruś, chłopiec, który nigdy się nie starzeje, ma w sobie okrucieństwo i jest przedstawiany jako postać wykraczająca poza normalne ludzkie zachowania i zainteresowania.

"Pani Darling po raz pierwszy usłyszała o Piotrusiu porządkując myśli swoich dzieci..."
/ J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"

Jeśli prześledzimy akcję dwóch tomów książek o Piotrusiu Panu Barriego, bardzo szybko zdamy sobie sprawę, że główny bohater nie sprawia wrażenia sympatycznego, beztroskiego chłopca, którego chcielibyśmy poznać. Jest to istota Między-Pomiędzy: z jednej strony bardzo naiwna i dziecinna, z drugiej kryjąca niesamowicie duże pokłady mroku i czegoś nienazwanego z czym nie chcielibyśmy zostawić naszych dzieci sam na sam. Rozpoczynając lekturę książki Barriego, bardzo szybko przekonujemy się, że podobnego zdania jest pani Darling, której trójka niesfornych dzieci odlatuje pewnej nocy z Piotrusiem Panem do Nibylandii. Pozostawia otwarte okno z nadzieją, że jej pociechy postanowią wrócić, co oczywiście ma miejsce, lecz po rozlicznych przygodach z Czerwonoskórymi, Kapitanem Hakiem,  Syrenami, groźnymi zwierzętami i pewnym tykającym niczym zegar krokodylem. Opowieści te stanowią jednak jedynie zasłonę dymną dla prawdziwych odczuć Piotrusia, które poznajemy dokładnie w drugiej części opowiadań, noszącej tytuł "Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich". Chłopiec, który nigdy nie chce dorosnąć jest równocześnie chłopcem, który traci to, co w życiu małego dziecka jest najważniejsze - bezgraniczną miłość, oddanie i wierność matki, która pewnego dnia zamyka okno i wstawia kratę, pozostawiając małego Piotrusia z niewyobrażalnym bólem, który ten próbuje ukryć i postanawia na zawsze pozostać "beztroskim" dzieckiem.

"Nibylandia (...) Do tych czarodziejskich brzegów 
nieustannie przybijają łódki bawiących się dzieci. 
I my tam byliśmy. Chociaż już nigdy tam nie wylądujemy, 
słyszymy nadal głos fal uderzających o brzeg"
/ J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"

Mabel Lucie Atwell
Z historii Piotrusia Pana wyziera niesamowite poczucie straty i bólu; w czytelniku rodzą się odczucia zgoła odmienne od tych, które mamy po obejrzeniu wesołej bajki Disneya. Rozumiemy, że jego przygody i charakter wynikają z pewnej reakcji na niewyobrażalną traumę jaką jest odrzucenie przez matkę w bardzo wczesnym dziecięctwie. Jeśli ktoś pokusi się by prześledzić biografię Jamesa Matthew Barriego zda sobie sprawę, że te doświadczenia wiążą autora z jego bohaterem w sposób bardzo bliski. Ten szkocki pisarz i dramaturg, urodził się w wielodzietnej rodzinie, w której najważniejszym synem dla matki był jego starszy brat David. Po jego przedwczesnej śmierci w wieku 13lat, Barrie postanowił zastąpić brata matce i chcąc się jej przypodobać zaczął nosić jego ubrania (!). Nic jednak nie wskórał. Matka popadła w depresję i nie dość, że zamknęła opiekuńcze okno, to jeszcze wstawiła doń surową kratę bez emocji. Jakże blisko stoi James Matthew od Piotrusia Pana.

"W pierwszej chwili pani Darling nie wiedziała, ale kiedy cofnęła się pamięcią do swojego dzieciństwa, przypomniała sobie jakiegoś Piotrusia Pana, o którym mówiono, że mieszka z wróżkami. Były o nim różne dziwne opowieści, jak na przykład ta, że kiedy dzieci umierają, odprowadza on je przez pewną część drogi, żeby się nie bały. Kiedyś wierzyła w niego, ale teraz, kiedy była już pełną rozsądku mężatką, zwątpiła w istnienie takiej osoby"
/ J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"

W przeciwieństwie jednak do swojego bohatera, nie poddał się, nie dość, że osiągnął pewien literacki sukces to na dodatek zajął się trójką dzieci swoich dobrych przyjaciół po ich śmierci, stając się dla nich wspaniałym ojcem chrzestnym. Na dodatek jego serce było tak wielkie i pojemne, że przed śmiercią w 1937r. przekazał dożywotnie prawa do "Piotrusia Pana" szpitalowi dla dzieci Great Ormond Street Hospital w Londynie.

"- Ale gdzie mieszkasz najczęściej?
- Razem z zagubionymi chłopcami. (...)
Są to dzieci, które wypadły z wózków, kiedy niańki patrzyły w inną stronę. 
Jeżeli nikt się po nie nie zgłasza w ciągu siedmiu dni, odsyła się je daleko 
do Nibylandii dla zaoszczędzenia wydatków. Ja jestem ich kapitanem"
/ J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"

Tolkien znał twórczość Barriego bardzo dobrze. W latach XX. widział spektakle „Mary Rose” i „Piotrusia Pana ”. W swoim eseju „O baśniach” zauważył, że ​​Barrie’emu udało się uczynić swoje opowieści wiarygodnymi, ale uczynił to z „charakterystycznym unikaniem własnych mrocznych problemów”. To unikanie dostrzegł również w rozwoju – a raczej braku rozwoju – postaci Piotrusia Pana u Barriego. Tolkien zauważył, że „dzieci mają dorastać i umierać, a nie stawać się Piotrusiami Panami”. W szkicu eseju dodaje, że byłby to „straszny los”.

Takie zahamowanie w reakcji na traumę to bardzo powszechna reakcja, lecz warto też postrzegać ten aspekt jako zachowanie unikania odpowiedzialności, jako rodzaj "bałwochwalczej wiary", tego co C.S.Lewis nazwał "Peter-Painteizmem", czyli wiarą w fałszywą moc młodości. Jak wnika w temat Holly Ordway, problemem nie wydaje się dziecięca radość, dotycząca rzeczy czy opowieści, lecz niechęć do dorastania. Jak wyjaśnia Lewis: „zahamowanie rozwoju polega nie na odmowie utraty starych rzeczy, ale na braku dodawania nowych”. To zrozumiały błąd w postrzeganiu, z którego Tolkien zdawał sobie sprawę i który traktował z dbałością we własnym legendarium, czyli nie unikanie śmierci, ani niechęć w stosunku do niej, lecz przyjęcie jej jako "daru", którego ostatecznie jego elfowie zostali pozbawieni na wskutek nieśmiertelności.

"...zbliżyli się do Nibylandii. Po wielu księżycach osiągnęli ją, a co więcej, okazało się, że lecieli cały czas prosto ku niej, nie tyle dzięki przewodnictwu Piotrusia i Blaszanego Dzwoneczka, lecz dlatego, że wyspa sama zaczęła ich szukać. Tylko w ten sposób może ktoś odnaleźć jej zaczarowane brzegi"
/ J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"

Motyw „Chatki” nie przetrwał w mitologii Tolkiena. Jego syn Christopher Tolkien stwierdził, że idea ta „wkrótce miała zostać całkowicie porzucona, a w rozwiniętej mitologii nie byłoby dla niej miejsca - tym bardziej dla idei, że w pewnym możliwym przyszłym dniu drogi przez Arvalin do Valinoru będą zatłoczone synami i córkami ludzi”. Mimo to Tolkien nadal interesował się historią Piotrusia Pana. Na początku życia czerpał z jej bardziej nostalgicznych i sentymentalnych aspektów, ale później, jak się wydaje, bardziej skupił się na mrocznym motywie tej historii. Jak zauważa bowiem John Garth, wybitny znawca Tolkiena i jego świata: „to właśnie nieustająca młodość Piotrusia była najwierniejszym odzwierciedleniem Wielkiej Wojny, podczas której tak wielu młodych mężczyzn nigdy się nie zestarzeje; a elfy Tolkiena, wiecznie w kwiecie wieku, były strzałem w dziesiątkę”.

Mabel Lucie Atwell
Ten mroczny aspekt historii Piotrusia Pana, stanowiący równocześnie element autobiograficzny, wydaje się uzupełniać ze słowami z eseju "O baśniach", napisanym przez Tolkiena w 1947r. Profesor stwierdza w nim między innymi, że:

"Najistotniejszą mocą Krainy Czarów jest to, iż może ona tchnąć życie w najbardziej nawet fantastyczne wizje. Nie wszystkie one są piękne, nie wszystkie są nawet zdrowe w każdym razie nie fantazje upadłego człowieka. On to skaził też elfy, których moc (prawdziwa czy zmyślona) nosi piętno jego własnej skazy. Ten aspekt mitologii wtór-stwarzanie, a nie odzwierciedlanie czy symboliczna interpretacja piękna i grozy w świecie - jest, jak sądzę, zbyt zaniedbany"

Z inspiracją Piotrusiem Panem Barriego nie wiąże się wyłącznie motyw śmierci i pragnienie nieśmiertelności, lecz możemy doszukać się jej również w opisach krainy, w której znajduje się Domek Zabawy Utraconej i Ścieżka Snów.

U Tolkiena w pierwszym tomie "Księgi Zaignionych Opowieści" możemy przeczytać następujące opisy lokacji:
  • "Olórë Mallë, czyli Ścieżką Snów (...) wiodła ona kręto aż do siedzib człowieczych, sami jednak nigdy nią nie wędrowaliśmy. Biegła pomiędzy wysokimi skarpami i wśród bujnych żywopłotów, zza których wyłaniały się liczne strzeliste drzewa żyjące, zda się, bezustannym szeptem, i nierzadko duże świetliki mrugały na jej trawiastych pobrzeżach"
  • "Ażurowa wysoka brama w ogrodach, świecąca złociście w zmierzchu, otwierała się na alejkę snów. Od niej zaś kręte ścieżki wśród wysokiego bukszpanu biegły do ogrodu najpiękniejszego ze wszystkich i tam pośrodku stała biała chata. Nikt nie wie, kto albo kiedy ją zbudował, lecz słyszałam, że połyskiwała blado jak perła, a jej dach kryła strzecha ze złota. Chatę otulała z jednej strony gęstwa białego bzu, z drugiej górował nad nią potężny cis. Z jego odrośli dzieci robiły łuki albo wspinały się po gałęziach na dach. W bzach gromadziło się wszelkie ptactwo i słodko tam śpiewało. Czas pokrzywił mury i osobliwie powyginał liczne okienka" 
Tymczasem w "Przygodach o Piotrusiu Panu" Barriego:
  • "Wszyscy słyszeli o Małym Domku w Ogrodach Kensingtońskich, który jest jedynym domem na świecie zbudowanym przez wróżki dla ludzi. Lecz nikt go naprawdę nie widział z wyjątkiem trojga czy czworga, a one nie tylko, że go widziały, ale spały w nim, bo jeśli w nim się nie prześpisz, nigdy go nie zobaczysz. Dzieje się tak dlatego, że nie ma go jeszcze, kiedy się kładziesz, ale jest już, kiedy budzisz się i wychodzisz z niego"
  • "W każdą dozwoloną prawem noc (to znaczy, w każdą noc, kiedy nie odbywa się bal), wróżki budują mały domek, na wypadek, gdyby ludzkie dziecko zagubiło się w Ogrodach, a Piotruś jeździ po bagnisku szukając zagubionych i jeśli znajduje je, odwozi je na swej kozie do małego domku, a gdy budzą się, są w tym domku i oglądają go, gdy wyjdą z niego"
  • "The Serpentine" Artur Rackham
    "Musicie sami sprawdzić, że nie można towarzyszyć Piotrusiowi w jego przygodach, nie
    zaznajomiwszy się najpierw z Ogrodami Kensingtońskimi. Znajdują się one w Londynie (...) Żadne dziecko nie obeszło nigdy całych Ogrodów, bo bardzo prędko trzeba zawrócić (...) Ogrody są ogromnie wielkim miejscem z milionami i setkami drzew (...) zaczynasz biec, kiedy wejdziesz na Garb, takie to podniecające, spadziste miejsce. Często zatrzymujesz się, kiedy zbiegłeś już do połowy i wtedy jesteś zagubiony; ale jest tam drugi mały drewniany domek, nazwany Zagubionym Domkiem, więc mówisz tam człowiekowi, że się zagubiłeś, a wtedy on cię odnajduje"
  • "Ścieżki z wszystkich stron zbiegają się do stawu jak dzieci. Niektóre z nich są zwykłymi ścieżkami, mającymi obramowanie po każdej stronie i zostały wykonane przez mężczyzn bez marynarek, lecz inne są włóczęgami, szerokimi w jednym miejscu, a w drugim tak wąskimi, że mógłbyś stanąć nad nimi w rozkroku. Nazywają się Ścieżkami, które Same Się Wykonały, a David marzył o tym, żeby zobaczyć, jak to zrobiły. Lecz, jak wszystkie najcudowniejsze rzeczy, które wydarzyły się w Ogrodach, dzieje się to (jak doszliśmy do wniosku) nocą po zamknięciu bram. Orzekliśmy także, że ścieżki same się robią, bo to dla nich jedyna możliwość, żeby dotrzeć do Okrągłego Stawu"
Wyraźne podobieństwo widać również w inspiracji pewnym ludem leśnym, których Tolkien w swoim legendarium nazwał Entami, Pasterzami Drzew. Źródła okołotolkienowe wiążą ich powstanie z "chodzącym lasem" Williama Shakespaera'a. Tolkien darzący Angielskiego Barda słoną dawką antypatii, chciał niejako "naprawić" ten motyw i dał upust swoich emocji tworząc wyjątkową kreację lasu Fangorn oraz jego mieszkańców, przelewając w nią swą nadzwyczajną miłość, respekt oraz szacunek do drzew. Do tej inspiracji można jednak z powodzeniem dodać tę, o której się raczej nie mówi, ale która wydaje się wynikać i uzupełniać ten wątek. Możliwe, że J.M.Barrie czerpał z tego samego źródła, co Tolkien, lecz wiedząc, jak bardzo Profesor uwielbiał "Piotrusia Pana" i jak mocno Nibylandia przylgnęła do Śródziemia, wydaje się naturalnym o tej relacji i przenikaniu tutaj wspomnieć.

U Tolkiena las Fangorn oraz Entowie, zajmują znaczące miejsce w historii Pierścienia, dokładnie w drugim tomie, noszącym tytuł "Dwie Wieże" w rozdziale "Drzewiec" czytamy:

" - Odwróćcie się i pokażcie mi twarze. Mam wrażenie, jakbym was obu nie lubił, ale nie chcę sądzić zbyt pochopnie. Obróćcie się, żywo!
Ogromne, sękate dłonie spadły na hobbitów i łagodnie, jakkolwiek stanowczo okręciły nimi w miejscu, po czym dwie wielkie, silne ręce podniosły ich w powietrze.
Ujrzeli tuż przed sobą zdumiewającą, niezwykłą twarz. Należała do olbrzymiego ni to człowieka, ni to trolla, który miał ze czternaście stóp wzrostu, a głowę podłużną i osadzoną niemal bezpośrednio na krzepkim tułowiu. Trudno było zgadnąć, czy owinięty jest w płaszcz z jakiejś zielonoszarej, podobnej do kory tkaniny, czy też jest to jego własna skóra. W każdym razie ramiona nieco poniżej barku nie były pomarszczone, lecz gładkie i brunatne. U każdej stopy miał siedem palców. Dolną część twarzy zarastała siwa broda, długa, gęsta, krzaczasta, o włosach u nasady prawie tak grubych jak gałązki, ale na końcach cieniejących i puszystych niby mech. Zrazu jednak uwagę hobbitów przykuły wyłącznie oczy olbrzyma, które wpatrywały się w nich bez pośpiechu, uroczyście, ale zarazem bardzo przenikliwie. Oczy te były głębokie, brązowe, rozświetlone zielonymi cętkami"

"Fangorn Forest" J.R.R.Tolkien

Tymczasem na długo przed Tolkienem, J.M.Barrie napisał rozdział o nieco strasznej dziewczynce Maime, która pozostaje na noc w Ogrodach Kensingtońskich, gdzie spotyka wróżki oraz samego Piotrusia Pana (!). Prędko okazuje się jednak, że to nie jedyni specyficzni mieszkańcy tego miejsca:

"The Old Woman in the Wood" Alan Rackham
"Kiedy zamarł ostatni dźwięk, Maimie natychmiast usłyszała głos, który powiedział:
- No, to wszystko w porządku.
- Głos ten miał drewniane brzmienie i dobiegał, jak gdyby z góry, uniosła więc wzrok i zdążyła zobaczyć, że wiąz rozpostarł ramiona i ziewnął.
- Chciała powiedzieć: - Nie wiedziałam, że umiesz mówić! - gdy metaliczny głos, który zdawał się dobiegać z obramowania studni, rzucił w stronę wiąza:
- Przypuszczam, że musi być trochę chłodno tam w górze?
A wiąz odparł:
- Niespecjalnie, ale drętwieje się stojąc tak długo na jednej nodze i zaczął żwawo wymachiwać ramionami zupełnie jak dorożkarz, zanim ruszy w drogę. Maimie była zdumiona widząc, że wielka liczba innych wysokich drzew robi dokładnie to samo. Wymknęła się na Drogę dla Maleństw i przykucnęła pod ostrokrzewem z Minorki, który wzruszył ramionami, lecz jak się zdawało, nie był jej przeciwny"

Lub

"Maimie przybyła na czas, żeby zobaczyć Magnolię i perski bez, gdy przeszły ogrodzenie i ruszyły na szybką przechadzkę. Poruszały się w podskokach, gdyż używały szczudeł. Czarny bez przekuśtykał przez drogę i przystanął gawędząc z paroma młodymi pigwami; wszystkie one także miały szczudła. Szczudłami były patyki służące jako podpórki dla młodych drzewek i krzewów. Były to przedmioty dobrze znane Maimie, lecz aż do tego wieczora nie wiedziała, do czego służą"

Tolkienowski motyw Olórë Mallë, czerpiący naturalnie z "Przygód Piotrusia Pana" Barriego, wydaje się ideą nad wyraz interesującą, stwarzającą przestrzeń do nowych, ciekawych rozważań. Próba opisania Drogi Snów jako miejsca, gdzie odchodzą dzieci podczas snu, wydaje się o wiele bardziej intrygująca, gdy zdamy sobie sprawę, że nauka do dzisiaj nie podaje konkretnej odpowiedzi na pytanie "o czym śnią niemowlęta i małe dzieci?". Widzimy ich uśmiech, czasem łzę, niekiedy płaczą zanosząc się z przerażenia; podświadomie reagują na niestworzone obrazy, które przepływają przez ich mózg: mówią, śmieją się, lunatykują, płaczą, krzyczą, gestykulują, kopią. Zupełnie jakby taki malec nie wiedział, że śni; jakby był Między-Pomiędzy na Drodze Snów. Wydaje się zatem, że najpierw Barrie, a później Tolkien wyczuł ten motyw i dał mu solidne baśniowe podstawy do istnienia. Do tego dochodzi ciekawy aspekt związany ze snami samego Tolkiena. Jak wiadomo (m.in. z listów czy biografii) miał on intrygujący sen o wielkiej fali, który z czasem "przekazał" swojemu synowi Christopherowi; on również zaczął go śnić, choć w ich domu nie rozmawiano o tym, więc nie mogło to być w żaden sposób powiązane z odpowiedzią dziecka na silne i niewyjaśnione wrażenia ojca. Sny pozostają zagadką, jakkolwiek by je nie badano; stanowią związek pomiędzy tym co widzialne oraz niewidzialne, zapewne sami moglibyśmy na ten temat wiele powiedzieć z własnego doświadczenia. 

Na koniec zatem jedynie wzdycham z żalem, że motyw Olórë Mallë nie zagościł na dobre w tolkienowskim legendarium i uczuć wdzięczność wobec Christophera Tolkiena, że podjął się wydania Historii Śródziemia, by dać nam nowe, potężne źródła do studiowania. Tolkien stworzył przepotężne legendarium, warte każdej minuty, którą w nim i z nim spędzamy, a badanie choćby najmniejszych motywów wydaje się go jeszcze bardziej wtórnie ubogacać.

"Królestwo baśni rozciąga się daleko wzdłuż i wszerz, w górę i w głąb i pełne jest najprzeróżniejszych rzeczy i stworzeń: znajdziesz tam wszelkiego rodzaju ptactwo i zwierzęta, niezliczone gwiazdy i bezbrzeżne oceany, czarowne piękno i czyhającą zewsząd grozę, radości i smutki przeszywające jak ostrze miecza. Ten, kto tam zbłądził, może chyba uznać się za szczęśliwca; ale odmienność i bogactwo tej krainy wiążą język wędrowcowi, który chciałby o nich opowiedzieć. A zadając zbyt wiele pytań, naraża się on na to, że zatrzasną się przed nim drzwi królestwa, a klucze do nich zaginą"
/ J.R.R.Tolkien "O baśniach"

Źródła:
1. J.R.R.Tolkien rozdz: "O baśniach" w "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa", wyd. Zysk i S-ka,
2. J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni: Dwie Wieże", wyd. Muza,
3. J.R.R.Tolkien "Księga Zaginionych Opowieści" t.1 i 2, wyd. Zysk i S-ka,
4. J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana", wyd. Dolnośląskie,
5. Holly Ordway "Tolkien's Modern Reading: Middle-earth Beyond the Middle Ages", wyd. Word of Fire Academic.

Komentarze