"Oczywiście, chyba Pan nie sądzi, że napisał Pan tę całą książkę samodzielnie?"
Na tej samej orbicie wielkich myśli, idei i wartości moi ulubieni pisarze - J.R.R.Tolkien i Gertrud von LeFort. W wielu punktach ich biografie wydają się mieć punkty styczne, choć trzeba by mi było wiedzieć o le Fort więcej, by móc ukuć szersze wnioski. Niewątpliwie jednak podczas czytania jednej z jej książek zdałam sobie sprawę, że w pewnym temacie jej myśli biegły tym samym torem, co jej angielskiego kolegi po fachu.
"Osoba prawdziwie twórcza nie byłaby w stanie uważać się za jedynego autora swojego dzieła. Jest dla niej całkowicie jasne, że jej wielkość i zasięg zależą od udziału wielu osób", napisała w "Niewieście wiecznej" niemiecka pisarka, mając na myśli Boską kreację, która objawia się w człowieku; "stworzenie z jednej strony głosi twórczą moc Boga, z drugiej zaś skrywa Bożą twórczość pod zasłoną welonu. Bóg jest Bogiem niewidzialnym, w dużej mierze milczącym i ukrytym. Pozostaje (...) anonimowy w swojej twórczości". Ludzkimi rękoma przekazywana jest tutaj wyższa PRAWDA, niezależnie od narzędzia - pióra w ręku pisarza, dłuta u rzeźbiarza, czy pędzla u malarza; to samo uczestniczenie w większym dziele, które "jest (...) współtworzeniem".
W innej części książki Gertrud dopowiada również, że "jeżeli nazwiska wielkich architektów naszych katedr romańskich są nam w mierze nieznane lub są znane, lecz nie ujawniają już stojącej za nimi postaci, świadczy to nie tylko o braku poszanowania wieków średnich wobec jednostek, ale przede wszystkim o świadomości, że każde naprawdę wielkie dzieło zawiera tajemniczy przymiot po stronie transcendentnej, wykraczającej poza jego naturalnego twórcę. Tak jak katedry zostały zbudowane na wyłączną chwałę Boga, tak też zostały stworzone, że tak to ujmę, przez Boga w świadomości ich budowniczych. Zanim człowiek je wzniósł, Bóg zbudował ich obraz w człowieku".
Pod podobnymi wnioskami podpisany jest sam Tolkien, który w liście 131 z 1950 roku przyznał, że jego opowieści "powstały w moich myślach jako rzeczy DANE". Zawsze miał bowiem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było "istniejące", a nie "wymyślone". W końcu legendy i mity składają się z PRAWDY i przestawiają jej aspekty, które powracają nieustannie od zarania dziejów; Bóg deleguje swoją władzę i moc twórczą na własne stworzenie.
W liście z września 1954 roku (nr 153) przyznaje również, że "opowieść jakby wyrwała mi się spod kontroli, sprawiając (na mnie) wrażenie, że jej fragmenty są raczej wyjawiane POPRZEZ MNIE niż przeze mnie". Gdzie indziej Tolkien wspomina o "tajemnicy ludzkiego stwarzania lub wtór-stwarzania" (list 180 z stycznia 1956r.), a w liście 328 z jesieni 1971 roku przytacza sytuację, w której pojawił się u niego pewien człowiek...
"Uderzyło go to, jak wiele starych obrazów stanowiło według niego ilustrację do Władcy Pierścieni na długo przedtem, nim powstała ta książka. Przyniósł ze sobą kilka reprodukcji. Myślę, że początkowo chciał się po prostu dowiedzieć, czy moja wyobraźnia żywi się obrazami, jak było to w wypadku pewnych rodzajów literatury i języków. Kiedy stało się jasne, że nigdy przedtem nie widziałem tych obrazów - chyba że kłamałem i niezbyt znam się na sztuce malarskiej, mój gość umilkł. Zdałem sobie sprawę, że uporczywie się we mnie wpatruje. Nagle powiedział: >>Oczywiście, chyba Pan nie sądzi, że napisał Pan tę całą książkę samodzielnie?<< (...) Powiedziałem chyba: >>Nie, teraz już wcale tak nie myślę<<. Od tego czasu nigdy już tak nie myślałem"
Temat tej nadnaturalej współpracy, współstwarzania, wtórstwarzania zwanego subkreacją, to zdecydowanie punkt styczny wielkiej myśli le Fort i Tolkiena. Możnaby jeszcze niejedno o tym napisać...
Źródła:
1. J.R.R.Tolkien "Listy", Zysk i S-ka,
2. Gertrud von le Fort "Niewiasta wieczna", Wydawnictwo Ancilla.








Komentarze
Prześlij komentarz