TAK POWSTAŁ BUCKLAND...

Eriador to jedna z krain w Śródziemiu, w której znajduje się malowniczy, ukochany przez hobbitów region Shire. Może się niektórym, szczególnie tym oglądającym wyłącznie filmy Jacksona, a niezaznajomionym z książkami Tolkiena i geografią Śródziemia, wydawać, że zamiennie do nazwy Shire funkcjonuje Hobbiton i jest to jedyne miejsce, w którym mieszkają hobbici.

Nic bardziej mylnego.

Hobbiton to jedna z najstarszych miejscowości Shire, gdzie znajduje się Pagórek (Bag End), zamieszkiwany przez rodzinę Bagginsów. Lecz obok malowniczej, bezpiecznej krainy usianej smajalami z okrągłymi oknami i drzwiami, których nigdy nie trzeba było ryglować, istnieje jeszcze kilka miejscowości i wsi, składających się na ten region. Mianowicie:
  • nieoficjalna stolica Shire - Michel Delving;
  • Tukon (Tukland), główne miasto krainy o tej samej nazwie, zamieszkiwany przez rodzinę Tuków;
  • wieś Nad Wodą oraz...
  • ...powód dzisiejszego wpisu, czyli Buckland, siedziba rodziny Brandybucków.
"Przed wiekami Gorhendad Oldbuck - głowa rodu Oldbucków, zaliczanego do najstarszych w prowincji Moczarów, a może i w całym Shire - przeprawił się przez Rzekę, która podówczas wyznaczała wschodnią granicę kraju. Zbudował (i wykopał) Brandy Hall, zmienił nazwisko na Brandybuck i osiadł tu, władając obszarem, który stanowił niemal samodzielne księstewko. Rodzina rozrastała się i nie przestała rozrastać po śmierci Gorhendada, aż wreszcie Brandy Hall zajął całe wzgórze, szczycąc się trzema wielkimi bramami, mnóstwem bocznych drzwi i blisko setką okien. Brandybuckowie oraz ich liczni podwładni zaczęli wtedy kopać nory, a w późniejszych czasach budować domy wszędzie dookoła wzgórza. Tak powstał Buckland, gęsto zaludniony pas ziemi między rzeką a Starym Lasem, niejako kolonia Shire'u"
/ J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni"

Czytając po raz wtóry "Władcę Pierścieni", zdałam sobie sprawę, jak "skrzywdzony" przez filmy został właśnie ten teren - Buckland, skryty w cieniu Starego Lasu, przez którego ataki hobbici musieli wybudować Zielony Mur. Mimo tej naturalnej ochrony, wciąż jednak ryglowali drzwi (co było niespotykane np. w Hobbitonie). Z drugiej strony Bucklandu wiła się rzeka Brandywina. W wyniku tego sąsiedztwa wielu mieszkańców potrafiło pływać, a ze względu na często błotnisty charakter terenu, Bucklandczycy nosili buty, co czyniło ich dziwakami (oczywiście wyłącznie według skali hobbitów z Hobbitonu). 

Nazwę Buckland należy tłumaczyć jako "kraj jeleni", lecz Tolkien wielokrotnie optował nad zachowaniem oryginalnych nazw, niezależnie od kraju przekładu. Wbrew temu w jednym polskim wydaniu nazwa Buckland zaistniała również jako Jelenisko (tak, to robota tłumacza Jerzego Łozińskiego, który postanowił być większym lingwistą niż autor).

Źródło: https://tagger.scryfall.com/tags/artwork/old-forest
"Główne miasteczko Bucklebury tuliło się na zboczach za Brandy Hallem. Ludność Moczarów żyła z Bucklandczykami w przyjaźni, a farmerzy gospodarujący między Słupkami a Łoziną dotychczas uznawali władzę Dziedzica z Hallu - jak nazywano głowę rodziny Brandybucków. Większość wszakże obywateli starego Shire'u poczytywała Bucklandczyków za dziwaków, prawie za cudzoziemców. W rzeczywistości nie różnili się oni wiele od innych hobbitów z czterech ćwiartek. Z jednym jedynym wyjątkiem: lubili wodę, a niektórzy nawet umieli pływać" 
/ J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni"

Celowo użyłam słowa "skrzywdzony", bowiem filmy całkowicie ominęły wątek związany z przeprowadzką Froda Bagginsa z Bag End w Hobbitonie do Ustroni w Bucklandzie. Rozumiem, że cały początek książki był "nieprzekładalny" na język filmu, który rządzi się swoimi prawami. Co więcej, droga Froda Bagginsa z Hobbitonu do Rivendell (szczególnie ten odcinek między Pagórkiem a Bree) wzbudza u wielu czytelników różne odczucia (zniecierpliwienie? znudzenie?), lecz nie da się ukryć, że wymazanie samego Bucklandu z filmowej mapy podróży Froda wydaje się przykrym zabiegiem. Tolkien chciał, aby Shire postrzegano jako wszystkie angielskie hrabstwa, choć żadne w szczególności. Rozmyślnie zawarł w tej krainie świat znany mu od podszewki, jego Anglię, pełną nieskażonych drzew, pierwotności, prostoty, a z drugiej pewnej dozy grozy i magii ukrytej pod każdym mchem czy liściem. Buckland również należał do tego wyobrażenia.

"...stanęli przed ciasną bramą w gęstym żywopłocie. Domu w ciemnościach nie mogli dostrzec, bo krył się w głębi, pośrodku wielkiego kolistego trawnika, otoczony pierścieniem karłowatych drzew, posadzonych wzdłuż żywopłotu. Frodo wybrał ten dom, ponieważ stał w cichym zakątku, z dala od ruchliwych szlaków i z dala od wszelkiego sąsiedztwa. Można tu było wchodzić i wychodzić niepostrzeżenie. Zbudowali go przed wielu laty Brandybuckowie na siedzibę dla gości lub członków rodziny, którzy pragnęli czas jakiś odpocząć od gwaru ludnego Brandy Hallu. Był to staroświecki wiejski dom, wzorowany jak najściślej na hobbickiej norce: długi, niski, bez piętra; dach miał darniowy, a okienka i drzwi okrągłe"
/ J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni"

Zdominowany przez Hobbiton obraz Shire, wrył się w myślach obecnego fandomu oraz "przemysłu Tolkienowego" w sposób już nienaprawialny. Sama Nowa Zelandia szczyci się przede wszystkim scenografią Pagórka i bliskiej okolicy, nie zwracając uwagi na resztę krain Shire. To logiczne, wystarczy tyle by zadowolić miłośników Śródziemia. Warto jednak sięgnąć do książek i materiałów, które dopełniają tego obrazu i dają jasny przekaz, że na samym Hobbitonie Shire się nie kończy.

Jak zauważa John Garth na łamach swojej książki "J.R.R.Tolkien i jego światy", Tolkien przyznał sobie prawo do upstrzenia Shire'u nazwami rzeczywistych angielskich miejscowości, takich jak np. należący do Bucklandu - Bucklebury w Berkshire.
Bucklebury w Berkshire // Żródło: www.flickr.com
"Jednak niewiele z owych prawdziwych miejsc byłoby w stanie powiedzieć cokolwiek o swoich imiennikach w Shire, choć miałyby one dużo do powiedzenia na temat Shire'u w ogóle"
.

W pierwszym rozdziale "Władcy Pierścieni" Tolkien umieścił Buckland tuż obok "Starego Lasu - podejrzanego terenu", któremu nadał rolę antagonisty - lasu najeźdźczego, w zestawieniu z protagonistami w roli sąsiadujących z nim hobbitów. Tolkien wywiódł ten pomysł z... nazw topograficznych (a jakże!). Początkowe Wood Eaton, przemienił w Bury Underwood. Obie te nazwy etymologicznie sugerują, że wsi grozi żarłoczny las, o czym czytamy w jednym z rozdziałów:

"Kraj [Bucland] początkowo był bezbronny od wschodu, potem ogrodzono go z tej strony żywopłotem, zwanym Zielonym Murem. Żywopłot, pielęgnowany stale przez kilka pokoleń hobbitów, wyrósł wysoko i rozkrzewił się szeroko. Zaczynał się od mostu na Brandywinie, olbrzymim łukiem odbiegał od rzeki i sięgał aż do Ostatniej Łąki (gdzie płynąca z lasu Wija wpadała do Brandywiny), miał więc ponad dwadzieścia mil długości. Nie zapewniał oczywiście niezawodnego bezpieczeństwa. Las w wielu miejscach wysuwał się pod sam Mur. Toteż Bucklandczycy po zmroku ryglowali drzwi swoich domów, co w Shire nie było w zwyczaju" 
/ J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni"

Inny badacz Tolkiena, autor książki "Tolkien w XXI wieku" profesor Nick Groom (z którym podczas jego wizyty w Polsce miałam możliwość przeprowadzić wywiad), wyraźnie optował za tym, że...

„..leśne mateczniki niekoniecznie są u Tolkiena miejscami spokojnymi. To nieprzyjazne środowisko organicznych liści i magicznych drzew, które tworzą własne (czasem bezwzględne) prawa i wartości rodzone przez myśli ‘posępne i złowrogie’, istniejące poza pojmowaniem ludów Śródziemia (…). Tym sposobem Tolkien znacznie wyprzedził myślenie swoich czasów…”.

Profesor Groom utrzymywał, że Tolkien z jednej strony oddawał hołd angielskiej roślinności, szczególnie drzewom, które najbardziej ukochał, a z drugiej opisywał bezwzględność natury, która nie patrząc na konsekwencje wchodzi w ludzkie rewiry, częstokroć stanowiąc poważne zagrożenie. Verlyn Flieger, badaczka Tolkiena, również mówi o stosunku Tolkiena do drzew jako "złożonym i pełnym sprzeczności", dopełniając dyskursu.
"Old Man Willow" by J.R.R.Tolkien

Ostatecznie - wracając do tematu etymologii - stanęło na nazwie Buckland, popularnej w Anglii miejscowości, mającej źródło w pochodzącym z anglosaskiego prawa własności. Termin "folkland" oznaczał bowiem ziemię wspólną i niezbywalną, a "book-land", słowo zdecydowanie młodsze, opisywało ziemie nadane i w związku z tym zbywalne. Buckland u Tolkiena to zatem ziemie dołączone do Shire'u później, a ich nazwa sugeruje, że zostały one nabyte na zasadzie prawa własności i że są dawnym fragmentem Szerokiego Świata poza pierwotnymi granicami Shire'u, co wyjaśnia geograficzną zagwozdkę związaną z równoczesnym włączeniem lub wyłączeniem Bucklandu z granic Shire'u. Co więcej, o otaczającym ten teren Starym Lesie (Old Forest), którego nazwa utkana została z odwrotności terenów należących do New Forest, połaci lasów i wrzosowisk, znanych Tolkienowi z historii jako te zagarnięte przez Wilhelma Zdobywcę dla jego łowieckich uciech, możnaby napisać równie ciekawe historie, ale to temat na inny wpis.

"...las jest niesamowity. Można by powiedzieć, że wszystko żyje w nim bujniej śledzi czujniej wydarzenia, niż my przywykliśmy w Shire. Drzewa nie lubią obcych. Patrzą na ciebie. Zazwyczaj poprzestają na tym póki słońce świeci, nie robią nic więcej. Tylko od czasu do czasu któres, bardziej od innych złośliwe, rzuci gałąź pod nogi, wysunie korzeń na ścieżkę, oplącze cię powojem. Nocą jednak bywa podobno gorzej. Sam ledwie raz i drugi znalazłem się w ai to na lesie po zmroku, skraju, tuż za Murem. Zdawało mi się, że drzewa szepczą coś między sobą, przekazują jakieś nowiny, zmawiają się w niezrozumiałym języku; gałęzie kołysały się i gięły, chociaż wiatru nie było. Powiadają, że drzewa wręcz poruszają się, że umieją okrążyć i zamknąć niepożądanych gości. Rzeczywiście, przed laty zaatakowały kiedyś Zielony Mur: stanęły tuż, schyliły się ponad nim aż na drugą stronę. Przyszli jednak zaraz hobbici z siekierami, wyrąbali setki drzew, rozniecili wielkie ognisko w lesie, wyrąbali długi pas ziemi na wschód od Muru. Drzewa już potem nie powtórzyły napaści, ale stały się bardzo dla nas nieżyczliwe. Po dziś dzień szeroka łysina znaczy to miejsce, gdzie podówczas płonęło ognisko" 
/ J.R.R.Tolkien "Władca Pierścieni"

Co ciekawe, nazwa Buckland funkcjonuje również w Walii! W południowej jej części, istnieje bowiem majątek ziemski, który jest zdumiewająco podobny do Tolkienowskiego Bucklandu. Nieco mniejszy, lecz z podobnym kształtem, położeniem oraz układem, co doskonale odpowiada usytuowaniu dworu położonego między rzeką a zalesioną wyżyną. Mimo innych zbieżności (na Brandywinie w Bucklandzie podczas przejażdżki łódką utonęli rodzice Froda Bagginsa, a w rzeczywistości w walijskim Bucklandzie na rzece Usk wydarzyła się w XIXw. podobna tragedia) nie potwierdzono, że ta walijska destynacja mogła być jakąkolwiek inspiracją dla Tolkiena, choć badacz Seamus Hamill-Keays wykazał, że mogły one mieć związek poprzez towarzyskie powiązania przez przodków ojca Francisa Morgana i handel winem (!). Najprawdopodobniej zbieżność ta jest jednak przypadkowa, choć dająca przestrzeń do rozmyślań.

Buckland we "Władcy Pierścieni" to nie tylko tło do niektórych wydarzeń z pierwszego etapu podróży Froda Bagginsa, ale również miejsce skąd pochodził jeden z członków Drużyny Pierścienia, czyli Meriadoc (Merry) Brandybuck, późniejszy dziedzic Bucklandu oraz autor książek: "Zielnika Shire" (z ujętą w prologu rozprawą na temat fajkowego ziela) oraz "Kroniką lat". Lecz to również temat na zupełnie inną opowieść...

Osobiście czuję wielki niedosyt związany z Bucklandem. Materiały okołotolkienowe dostarczają części informacji, lecz pozostaje jeszcze ta strona nieodkryta, przysłonięta wyobraźnią tworzących na podstawie dzieł Tolkiena artystów. Wielka szkoda, że ilustratorzy tak niewiele, a czasem wręcz w ogóle, poświęcają miejsca na odmalowanie tej fascynującej krainy. Z rzeką i dzikim, wdzierającym się nocami do domów i okien lasem, wydaje się być wdzięcznym tematem, czyż nie?

Ted Nasmith "Green Hill Country" / Źródło: https://www.tednasmith.com/tolkien/green-hill-country/

Bibliografia:
1. J.R.R. Tolkien, "Władca Pierścieni", wyd. Muza, przekł. Maria Skibniewska
2. John Garth, "J.R.R. Tolkien i jego światy", wyd. Arkady
3. Nick Groom, "Tolkien w XXI wieku", wyd. Insignis

Komentarze