KRÓL W PRZESZŁOŚCI I W PRZYSZŁOŚCI, czyli o Śródziemiu, jakobickich królach i sekrecie Stuartów

Wśród różnych zagadnień ze świata Śródziemia istnieje takie, które dotyczy wątku POWROTU KRÓLA. U Tolkiena temat ten tyczy się nie tylko Aragorna z "Władcy Pierścieni", ale i Thorina z "Hobbita". Analizy i opracowania rozkładają ten temat na czynniki pierwsze, zarówno w kontekście religijnym, jak i historycznym; o tym drugim skreślę dzisiaj kilka słów.


Powrót Króla a jakobiccy królowie Anglii

Tolkien jako katolik i badacz średniowiecza często czerpał inspirację do swoich utworów nie tylko z własnego wyobrażenia o prawdziwej królewskości, ale także z legend i relacji historycznych o wygnanych królach, którzy powracają do swojego prawowitego dziedzictwa. Takim wzorem, przynajmniej w odniesieniu do koronacji Aragorna we "Władcy Pierścieni", jest postać Karola Wielkiego, pierwszego Świętego Cesarza Rzymskiego. Karol Wielki, jako prawdziwy król, zjednoczył wszystkie ludy chrześcijaństwa, podobnie jak Aragorn jednoczy wszystkie wolne ludy Śródziemia.

Inną postacią, której nieuchwytny zarys pojawia się w wątku powrotu króla w "Hobbicie" i we "Władcy Pierścieni", jest legendarny król Artur, „król w przeszłości i w przyszłości", który nie umarł, tylko śpi, a kiedy - jak mówią ludowe wierzenia - Anglia znajdzie się w niebezpieczeństwie, powróci, by ocalić ją od wrogów. Wyobrażenie o królu z głębokiej przeszłości, który będzie królem również w przyszłości, znajduje odbicie w postaci Aragorna, potomka starożytnego rodu, władcy niemal całkowicie zapomnianego, który powracając po długim czasie, obejmuje swoje prawowite dziedzictwo i ratuje królestwo spod władzy zła. Thorin, chociaż jest zaledwie cieniem postaci Artura i Aragorna, nosi pewien ogromny rys arturiański, ponieważ jego powrót budzi radość wśród zwykłych ludzi z Miasta na Jeziorze.

Innym źródłem inspiracji dla Tolkiena w jego sposobie pojmowania władzy królewskiej była postrzegana z katolickiej perspektywy historia przebywających na emigracji jakobickich królów Anglii. Jakobici pozostawali wierni prawowitemu królowi Anglii, Jakubowi II, katolikowi, który został zmuszony do opuszczenia kraju w wyniku tak zwanej chwalebnej rewolucji w 1688 roku. Rewolucja, z całą pewnością nie "chwalebna", była w istocie wojskowym zamachem stanu, podczas którego armia obcego mocarstwa, opłacona przez bogatych arystokratów o antykatolickim nastawieniu, najechała Anglię i pozbawiła władzy prawowitego króla, który udał się na wygnanie. Jakub II zebrał armię i próbował odzyskać tron, poniósł jednak klęskę w Irlandii.

W osiemnastym wieku miały miejsce dwa jakobickie powstania, podczas których potomkowie króla usiłowali odzyskać prawo do tronu. Drugie powstanie, wzniecone przez prawowitego dziedzica Jakuba, księcia Karola Edwarda Stuarta (zwanego Ślicznym Księciem Karolkiem), prawnuka Jana III Sobieskiego, zostało stłumione w 1746 roku w bitwie pod Culloden. Po tej ostatecznej klęsce jakobitom pozostało tylko opłakiwanie utraconej katolickiej monarchii i przeświadczenie, że królowie czy królowe zasiadające odtąd na tronie Anglii są w najgorszym razie uzurpatorami, a w najlepszym namiestnikami, sprawującymi władzę do czasu powrotu prawdziwego króla.

Jako gorliwy katolik, żywo zainteresowany historią Anglii, Tolkien dostrzegał wszystkie te zagadnienia. Istnieją oczywiste podobieństwa między statusem obecnej angielskiej rodziny królewskiej, widzianym z perspektywy katolika, a statusem Denethora jako namiestnika Gondoru we "Władcy Pierścieni". Z jakobickiego punktu widzenia obecnie noszący koronę brytyjską Karol III, wraz z jego wszystkimi poprzednikami, jak np. Elżbieta II z Windsorów czy Wiktoria z dynastii Hanowerskiej, oraz Tolkienowski Denethor są władcami "de facto", którzy rządzą krajem do czasu powrotu króla "de jure", Prawdziwego Króla. Dla jakobity, a można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że Tolkien żywił jakobickie sympatie, powrót Aragorna miałby zatem szczególne znaczenie. Przypominają nam się tu raz jeszcze słowa z jego listu, mówiące o tym, że jako „chrześcijanin, a właściwie rzymski katolik "nie spodziewa się, żeby <<historia>> była czymś innym niż «długą klęską» - chociaż zawiera ona (a w legendzie może to robić wyraźniej i w sposób bardziej poruszający) pewne próbki czy przebłyski ostatecznego zwycięstwa". W swoim dziele Tolkien pokazuje nam takie przebłyski ostatecznego zwycięstwa w scenie triumfalnego powrotu Aragorna.

"Maria królowa Szkotów prowadzona na egzekucję" Laslett John Pott

Potomkowie, których miało nie być

W czasach, gdy żył Tolkien i jeszcze przez wiele lat później, faktem było, że linia Stuartów wygasła w XVIII/XIX wieku; Karol Edward Stuart, czyli Śliczny Książę Karolek, umarł niespłodziwszy ze swoją małżonką Luizą of Stolberg-Gedern żadnego męskiego potomka. W podobnym położeniu był jego młodszy brat Henryk Benedykt Stuart, brytyjski kardynał. Pretendenci do tronu zmarli kolejno - Karol w 1788 roku, a Henryk w 1807. Wówczas już od wielu lat na tronie brytyjskim zasiadał władca z dynastii hanowerskiej, w myśl świata Śródziemia - namiestnik (lub gorzej - uzurpator).

W tym świetle szczególnie intrygujące wydają się odkrycia genealogiczne, których dokonał pan Piotr Piniński, autor książek "Dziedzic Sobieskich" oraz "Ostatni sekret Stuartów". Choć oficjalnie ród Stuartów i Sobieskich wygasł, jego krew... wróciła do Polski. "Daily Mail" określił ten zwrot w historii dziejów jako: jeden z najstaranniej zachowanych tajemnic w dziejach Szkocji. Jak to możliwe?

Prawnuk Jana III Sobieskiego, a syn Marii Klementyny Sobieskiej, czyli Karol Edward Stuart w prawowitym związku nie doczekał się potomstwa. Jak się jednak okazało, z jego wieloletniego związku z metresą Klementyną Walkinshaw, narodziło się dziecko, a dokładniej córka - Karolina Stuart, Księżna Albany. Przez wzgląd na to, że jej matka odeszła od Ślicznego Karolka, dziewczyna została pozbawiona majątku i utrzymania, do tego zakazano jej małżeństwa. Nieformalnie związała się zatem z arcybiskupem Cambrai, Ferdynandem de Rohan. Przez wieki uznawano, że z tego związku nie narodziło się żadne dziecko, lecz jak się okazało, było zupełnie inaczej. Księżna Albany i arcybiskup doczekali się trójki dzieci (dwóch córek i syna), w tym Marii Wiktorii de Rohan. Dziewczynka, podobnie jak jej rodzeństwo, dorastała w izolacji ze względu na pozycję kościelną ojca. Gdyby było inaczej wybuchłby skandal obyczajowy i polityczny. Maria Wiktoria została zalegalizowana w rodzinie książęcej Rohan dopiero podczas chrztu przez głowę rodziny, Julesa Herkulesa, księcia Montbazon.

Do wybuchu rewolucji francuskiej w 1789r. wnuczka Karola Stuarta wychowywała się w Paryżu u swojej babki - Klementyny Walkinshaw, a w dorosłości została wydana za Pawła Antoniego, kawalera de Nikorowicz, bogatego lwowskiego kupca i dyskretnego bankiera książąt Radziwiłłów. Co ciekawe, Rodzina Radziwiłłów była spokrewniona ze Stuartami poprzez Katarzynę Sobieską, siostrę króla Jana III. Z tego związku narodził się Antym, kawaler de Nikorowicz, ziemianin galicyjski, oficer austriacki, powstaniec listopadowy i dowódca Gwardii Akademickiej we Lwowie. Matka nigdy nie zdradziła mu sekretu, że jest dziedziczką ostatnich Stuartów; Antym jest zatem pierwszym pokoleniem, które o tym pokrewieństwie nie miało możliwości wiedzieć. W 1831 roku Nikorowicz kupił majątek Grzymałów w powiecie skałackim, który później był dziedziczną własnością hrabiów Pinińskich. Córka Antyma Nikorowicza i Anny - Julia Teresa, 8 czerwca 1853 roku poślubiła hrabiego Leonarda Pinińskiego, z którym miała czterech „jasnowłosych i niebieskookich synów”.

Bitwa pod Culloden 16 kwietnia 1746 r., rycina Luke Sullivan, ok. 1746

"Król wrócił"

To właśnie z tej linii wywodzi się autor książek o sekrecie Stuartów i dziedzictwie Sobieskich, pan Piotr James hrabia Piniński, urodzony w 1956 roku w Londynie. W latach 90. XX wieku, na bazie rozlicznych kwerend składanych w światowych archiwach, udowodnił, że poprzez ojca Stanisława, dziadka Mieczysława, pradziadka Aleksandra, jest związany pokrewieństwem z samym Karolem Stuartem, w ósmym pokoleniu i Janem III Sobieskim, w dziesiątym.

Co ciekawe, ojciec pana Piotra podczas II wojny światowej służył w RAF - ie i oczywiście nie miał zielonego pojęcia, że jest potomkiem pretendowanego do tronu Karola Stuarta, na którego powrót czeka wyrażona, również poprzez tolkienowską koncepcję, Wielka Brytania. Wraca doń w jakże poetycko-profetycznym momencie, podczas II wojny światowej, gdy ta znalazła się w niebezpieczeństwie, "wypełniając" słowa przepowiedni; w swej służbie w RAF-ie miał w końcu za zadanie odpierać wrogów.

Oczywiście dodatkowego wydźwięku tej scenie przydaje jeszcze to, że oprócz Stanisława Pinińskiego, w RAF-ie służył syn J.R.R.Tolkiena - Christopher. A gdy dodamy do tego magnetyczne miano, które nosiło kilku praprzodków pana Piotra, czyli de Rohan to już nasze myśli błądzą i zastanawiają się, jak bardzo blisko stoi ta nazwa z tolkienowską krainą Władców Koni. Jak daleko stoi hasło historycznych Rohańczyków: "Prędzej śmierć niż niesława", od tolkienowskiej wizji na polach Pellenoru, gdy podczas epickiej szarży dźwięczy w uszach ich wrogów nie tylko tetęnt tysiąca kopyt, lecz i okrzyk: „Śmierć, śmierć, śmierć! Śmierć o świcie!”?

Na koniec warto dodać, że choć krew królów w żyłach pana Piotra jest już przez te wszystkie pokolenia mocno rozrzedzona, to nie ulega wątpliwości, że w świetle klasycznej genealogii czyni go to jednym z nielicznych udokumentowanych, żyjących bezpośrednich potomków polskiego monarchy i brytyjskiego pretendetna.

Ale to co tutaj opisałam to zaledwie ułamek. O ileż więcej ciekawostek dowiecie się z samej książki "Dziedzic Sobieskich", którą gorąco polecam zainteresowanym tematem historii i genealogii.

Rada Fundacji Lanckorońskich, do której należy Piotr Piniński (drugi od lewej) autor książek "Dziedzic Sobieskich" oraz "Ostatni sekret Stuartów", potomek Karola Stuarta i Jana III Sobieskiego

Komentarze

Popularne posty